Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 4.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak Bóg jest dobry, to czemu jest piekło?
#21
(2016-06-03, 12:03 PM)pitupitu napisał(a):
(2016-06-03, 10:58 AM)danielq napisał(a): Czym innym jest mieć udział w akcjach przedsiębiorstwa, zyskach, a czym innym mieć udział w konsekwencjach, karze.

Na czym wg Ciebie polega różnica?

Tu wygląda na to, że występuje w tym drugim znaczeniu. 

Jakie jest to drugie znaczenie i za jakim źródłem je podajesz?
http://sjp.pwn.pl/sjp/udzial;2532114.html
„Szlachet­ny człowiek wy­maga od siebie, pros­tak od innych.”
Kong Qiu znany jako Konfucjusz
Odpowiedz
#22
(2016-06-03, 12:39 AM)danielq napisał(a): Są też inne powody, znacznie lepsze tak jak w każdej zdrowej relacji:
miłość, przyjaźń, wdzięczność wynikająca np z przekonania, że nas rewelacyjnie stworzył, przywiązanie, zaufanie, pewność, stabilizacja, poczucie sensu i inne. Wszystko to co sprawia, że jest komuś z Bogiem dobrze.

Tak zgadzam się, ale chodzi mi raczej o relacje wierzący-niewierzący. Wszystkie wymienione uczucia przez ciebie są możliwe do poznania w relacjach międzyludzkich, więc każdy nawet niewierzący może je poznać, a nawet rodzi się z możliwością ich poznania. Trudno więc takiej osobie wytłumaczyć, że Bóg jest jeszcze do czegoś potrzebny, a z tych samych relacji z nim co z innymi ludźmi może coś wynikać (jeszcze w trakcie życia).
Odpowiedz
#23
@Konq
"Trudno więc takiej osobie wytłumaczyć, że Bóg jest jeszcze do czegoś potrzebny, a z tych samych relacji z nim co z innymi ludźmi może coś wynikać (jeszcze w trakcie życia)."
Może wynikać bardzo dużo, nie będę omawiał wszystkiego, ale skupię się na jednym tylko. Poczucie sensu, celowości.
Inaczej podchodzi się do życia: problemów i radości z niego wynikających, gdy ma się świadomość uczestniczenia w jakimś większym wspólnym przedsięwzięciu.
Można biegać po ciemnym lesie i - szczególnie gdy coś dzikiego za Tobą biegnie Smile - mieć dobre statystyki biegu.
Można też biegać dla jakiejś ważnej sprawy w zorganizowanych biegach w fajnej grupie przyjaciół. Jest wtedy radocha, że czemuś to służy, pomaga się innym - np kasa na sensowny cel. Dochodzi radość z przebywania z bliskimi. No i oczywiście radocha z biegu i osiągnięcia celu. Każdy biegacz zresztą może mieć trochę inne odczucia.
Ktoś, kto nie wierzy w Boga jest trochę jak cichociemny zrzucony w nocy w środku lasu. Może osiągnie cel  (zostanie zbawiony - kto to może wiedzieć oprócz Boga? Mimo, że niektórzy "chrześcijanie" lekko się tego podejmują to ja nie będę wchodził w kompetencje BogaSmile) to traci jednak masę pozytywnych (bywają też negatywne, nie ma co zciemniać) doznań płynących z celowego biegu innymi ludźmi.
Po to ma być właśnie zbór.
Tak to czuję. 

@pitupitu
Najpowszechniejszym znaczeniem jest: mieć udziały czyli akcje przedsiębiorstwa, akcjonariuszem przedsiębiorstwa. W tej formie raczej nie może występować, bo nie dotyczy jakiejś firmy lecz tego co obrazuje "jezioro płonące ogniem i siarką" -  "druga śmierć"
Język Biblii momentami "nietypowy" jest, przez to, że nie każdy zwrot można przetłumaczyć w sposób bezpośredni na inny język.
W w Łuk 2:10 (BW) "mieć udział" występuje w podobnej formie i jest odniesiony do radości, która to firmą, przedsiębiorstwem itp, też nie jest.
"I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu"
Parafrazując: "Cały lud będzie się radował"; "Wszyscy będą się cieszyć"
Jana 21:8 można rozumieć w tej formie: "...dosięgnie kara w jeziorze płonącym ogniem i siarką( w sensie symbolicznym), to jest śmierć druga"
Odpowiedz
#24
@danielq
Z linku wklejonego przez Młodszego brata Szefa wynika więc, że chodzi o:

1. «uczestniczenie w czymś wraz z innymi»
Odpowiedz
#25
danielq

Ale czy ty sugerujesz, że osoba niewierząca jest aspołeczna? Tzn, ja też tych wszystkich rzeczy doświadczam i nie potrzebna mi jest świadomość, że robię to w czyjeś imię.
Odpowiedz
#26
@Konq
Nie sugeruję tego, pisałem o tym np w 15 poście.
Odpowiedz
#27
Cytat:Martin
Nie wiem skąd ta moda się wzięła na ignorowanie istnienia piekła.

To raczej nie moda, a na pewno nie ignorowanie. W przypadku wielu ludzi to zwykła ludzka empatia.
Znam sporo ludzi, którzy żyją sobie godnie, ale Jezusa nie przyjmują, bo nie chcą
Zawsze można powiedzieć, że mają wybór.
Tak,  mają i wybierają

Znam ich i lubię i robi się człowiekowi jakoś tak straszno, źle i cholernie smutno, jak sobie pomyśli, że doktryna " nie przyjmujesz to się smażysz" ma ich spotkać
Przyjęcie Jezusa lub nie, ma być wyznacznikiem tego czy ktoś się będzie smażył wieczność czy też nie?
A nie jego życie i to co robił i jak się zachowywał?
Hmmmm
Fakt, Bóg zrobi co zechce ze swoim stworzeniem, ale ja mam taką nadzieję, że Jezus najbardziej potrzebny jest tym, którzy całe życie mocno grzeszyli i potrzebują zmycia brudu swoich uczynków i tylko przyjęcie Jezusa da im możliwość zbawienia
A jak ktoś żył godnie i starał się nie robić ludziom krzywdy i ludziom pomagał, to znajdzie łaskę w oczach Boga
Ja mam taką nadzieję, a Jezus mówił:

Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: "Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?" 12 On usłyszawszy to, rzekł: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. 13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników". Mateusza 9

I taką też se mam nadzieję
Odpowiedz
#28
@Gerald

No właśnie mnie też to zawsze zastanawiało. To znaczy wy pójdziecie do nieba i podobno będziecie tam szczęśliwi, ale jak macie być szczęśliwi jeśli wiecie, że wasi bliscy smażą się w piekle? Na przykład Hitler na pewno pójdzie/poszedł do piekła, jego rodzice raczej sobie jednak na nie nie zasłużyli, więc jako gorliwi chrześcijanie będą blisko swojego Boga. Jak się żyje blisko Boga wiedząc, że wasz malutki syneczek, cierpi w piekle za grzechy dorosłego życia?
Odpowiedz
#29
(2016-06-04, 01:51 PM)Konq napisał(a): Na przykład Hitler na pewno pójdzie/poszedł do piekła, jego rodzice raczej sobie jednak na nie nie zasłużyli, więc jako gorliwi chrześcijanie będą blisko swojego Boga. Jak się żyje blisko Boga wiedząc, że wasz malutki syneczek, cierpi w piekle za grzechy dorosłego życia?

Przypomina mi się ten fragment:

Mt 22:25-30 napisał(a):Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci – aż do siódmego. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [za żonę]. Jezus im odpowiedział: Jesteście w błędzie, bo nie znacie Pism ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.

Najwyraźniej coś będzie wtedy inaczej. Nasze relacje i związki nie będą już tak ważne, jak teraz. Wydaje mi się to dziwne, może nawet bulwersujące według dzisiejszych standardów i nie rozumiem tego, ale ufam, że Bóg wie co robi i że to będzie dobre. Już mi się zdarzało, że chciał ode mnie czegoś absurdalnego, a potem działało lepiej niż cokolwiek, co sam byłbym w stanie wymyślić. Więc zaryzykuję, że i tym razem tak będzie.
Treść powyższego postu odzwierciedla zdanie autora w chwili jego napisania. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany zdania w przyszłości. Jeśli autor powyższego postu gada głupoty, to krzycz na niego.
Odpowiedz
#30
(2016-06-04, 03:26 PM)gronostaj napisał(a): Najwyraźniej coś będzie wtedy inaczej. Nasze relacje i związki nie będą już tak ważne, jak teraz. Wydaje mi się to dziwne, może nawet bulwersujące według dzisiejszych standardów i nie rozumiem tego, ale ufam, że Bóg wie co robi i że to będzie dobre. Już mi się zdarzało, że chciał ode mnie czegoś absurdalnego, a potem działało lepiej niż cokolwiek, co sam byłbym w stanie wymyślić. Więc zaryzykuję, że i tym razem tak będzie.

Do tego właśnie dążymy w tym temacie. Nikt nie wie jak wygląda szczęście w wykonaniu Boga w znaczeniu nagroda po śmierci. Wszyscy (w sensie autorzy Biblii) za to wiedzą jak będzie wyglądała kara. Gdzie tu więc jest logika. Jeśli dusza po śmierci inaczej odczuwa szczęście niż na ziemi za życia, to dlaczego straszymy ludzi, że ta sama dusza będzie odczuwała cierpienie tak samo jak odczuwa je ciało za życia. To znaczy, że co? Grzeszący nie do końca umrze?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości