Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Władza rodzicielska w stosunku do wolności wyznania dzieci. "Ważne życiowe pytanie"
#41
Czcić, aż umrze. Spod władzy wychodzę, jak się usamodzielnię. Tak to widzę. Bo jak się usamodzielnię to rodzic przestaje odpowiadać za to co robię, a odpowiadam już ja, pełną gębą. I wtedy wszystkie dylematy związane z wiarą i nie tylko, zaczynają nabierać innego znaczenia, bo decyduję sam co jest słuszne i do czego mam przekonanie. Mądry rodzic to wie i nie będzie ingerował w życie swojego dziecka, jak dziecko dorośnie bo dziecko i tak zrobi co uważa za słuszne, a rodzic miał kupę czasu na to, aby przekazać dziecku swoją mądrość życiową wynikającą z doświadczenia. Jako dziecko przyjmuję tą mądrość za pewnik, a jako dorosły sam zbieram swoją mądrość i te mądrości mogą się różnić bo mogą być inne doświadczenia.

Co prawda całe życie od kogoś tam jesteśmy zależni w mniejszym czy większym stopniu, ale to już zależność między dorosłymi i zawsze mamy jakiś wybór.

Jak byłem dzieckiem wydawało mi się to nieprawdopodobne, że tak z czasem mogą się rozluźnić stosunki między rodzicami, a dziećmi czy miedzy rodzeństwem, ale każdy zakłada swoją rodzinę i żyje swoim życiem i to jest dobre bo ogranicza konflikty wynikające z innych przekonań. Dla mnie nie byłoby chyba większej kary niż mieszkanie z rodzicami czy teściami pod jednym dachem. Ech, aż mam ciaryWinkWtedy to dopiero trzeba mieć w sobie miliard pokładów pokory, których nie posiadam w nadmiarze. Niestety.

A rodzic w moim przekonaniu odpowie za to jak dziecko wychował, odpowie przed Bogiem. Bo jak powtarzam, chyba już do znudzenia, władza to odpowiedzialność, a im większa władza tym odpowiedzialność większa. I jak coś nie pyknie czyli zwichruje dzieci na drodze wychowawczej i nie wychowam ich na porządnych ludzi, to prawdę mówiąc wolałbym nie umierać. Nie ze strachu przed śmiercią, jako taką, tylko ze strachu przed Bogiem i rozliczeniem z mojej władzy.
Cytat:O ile katolicy wierzą w to co ja to są dwie rzeczy których nie zrobię. 1 Modlitwa do Maryi ale ok po prostu w czasie tej formułki nie będę się odzywał. 2 rzecz "Przemienienie" nie będę kłaniać się chlebowi. Myślę, że to wywołałoby duży dyskomfort kiedy ludzie naokoło klękają a ja bym stał.
Nie wywołuje. Uwierz.Wiem bo sprawdziłem. Ludzie generalnie mają to w dupie, podobnie jak w ogóle chodzenie do kościoła. W 95% przypadków chodzą bo tak ich wychowano.
Cytat:Nie boję się obrazków itd. Jestem dość przewrażliwiony jeżeli chodzi o kult obrazów i uważam bogów którzy są tam ukazani za oszustwo.
No i dobrze, że jesteś przewrażliwiony. Obrazy przedstawiają to co w nich widzisz. Czy ktoś w ogóle wie, jak wyglądała Maria czy Jezus? Nikt tego nie wie, więc to jest radosna twórczość artystyczna i jako taką, ja to traktuję. Problem zaczyna się wtedy, kiedy faktycznie traktujemy je jak coś więcej i zaczynamy w to wierzyć.
Odpowiedz
#42
Cytat:Ludzie generalnie mają to w dupie, podobnie jak w ogóle chodzenie do kościoła.

Potwierdzam. Ewentualnie jakaś babcia się może dziwnie popatrzeć, tyle Wink
Odpowiedz
#43
(2018-09-03, 05:11 AM)Gerald napisał(a): Czcić, aż umrze. Spod władzy wychodzę, jak się usamodzielnię. Tak to widzę. Bo jak się usamodzielnię to rodzic przestaje odpowiadać za to co robię, a odpowiadam już ja, pełną gębą. I wtedy wszystkie dylematy związane z wiarą i nie tylko, zaczynają nabierać innego znaczenia, bo decyduję sam co jest słuszne i do czego mam przekonanie. Mądry rodzic to wie i nie będzie ingerował w życie swojego dziecka, jak dziecko dorośnie bo dziecko i tak zrobi co uważa za słuszne, a rodzic miał kupę czasu na to, aby przekazać dziecku swoją mądrość życiową wynikającą z doświadczenia. Jako dziecko przyjmuję tą mądrość za pewnik, a jako dorosły sam zbieram swoją mądrość i te mądrości mogą się różnić bo mogą być inne doświadczenia
Odeszliśmy trochę od tematu. Piszesz, że jeżeli w kościele się nie klęka na przemienieniu to nikomu nie robi to różnicy. Nie wiedziałem ale wydaje mi się,  że masz rację. Bo skoro ludzie olewają płaczące dziecko to oleją też kogoś kto siedzi. Tu przyznaję ci rację.
Ale wracając do władzy rodzicielskiej. Mi podoba się system jaki proponuje Konq czyli, że wychowujesz w wierze dopóki dziecko nie powie, że nie chce.  
W podejściu wychowuję w wierze dopóki się nie usamodzielni widzę taki problem, że jeżeli wiarę wtłacza się na siłę to daje to odwrotny efekt. przykład reakcja pogańska i syn Bolesława chrobrego Bezprym.
Odpowiedz
#44
Czyli przegadaliśmy ze 3 strony, aby dojść do wniosku, że generalnie się zgadzamy, ponieważ ja też uważam, że wiary nie da się wtłoczyć co zaznaczyłem w pierwszym swoim poście, ale może niezbyt wyraźnie. Wink
Wiarę należy stosować w praktyce i jeśli dziecko widzi, że działa to raczej zmieniać nie będzie chciało.
No, ale zawsze fajnie pogadać bo nie zawsze słowo pisane oddaje to, co chcieliśmy powiedzieć i trza se tłumaczyć do skutku, aż się ludzie zrozumieją, a niekoniecznie ze sobą zgodząWink
Odpowiedz
#45
(2018-09-03, 04:33 PM)Gerald napisał(a): 1 ponieważ ja też uważam, że wiary nie da się wtłoczyć 
2 Wiarę należy stosować w praktyce i jeśli dziecko widzi, że działa to raczej zmieniać nie będzie chciało.
3 No, ale zawsze fajnie pogadać bo nie zawsze słowo pisane oddaje to, co chcieliśmy powiedzieć i trza se tłumaczyć do skutku, aż się ludzie zrozumieją, a niekoniecznie ze sobą zgodząWink
2 i 3 Zgadzam się w 100%
1 Ja uważam, że wiarę da się wtłoczyć szczególnie małym dzieciom. Miałem w klasie 1-3 dziewczynkę która była strasznie wierząca i się dziwiła, że ludzie nie potrafią godziny w tygodniu przesiedzieć w kościele. Z opowieści słyszałem, że komuś tak sprali mózg, że zaczął rozmawiać z obrazami świętych tak na co dzień np. podczas zabawy w chowanego pytał się go gdzie się ukryć. Ale faktycznie nie wszystkim dzieciom da się tak wtłoczyć wiarę w klasie 4-6 babka puściła nam film z egzorcyzmu gdzie ksiądz dotyka jakiegoś gościa który się trzęsie monstrancją. I wszyscy mówili "wow jaka ta monstrancja ma moc" a ja wprost powiedziałem nauczycielce, że takie coś jest żałosne. Że kogoś dotkniesz czymś i szatan zniknie. Ale wtłaczanie wiary nigdy nie jest niczym dobrym.
Odpowiedz
#46
To prawda, indoktrynacja nigdy nie jest dobra. Ale muszę Cię zmartwić. Przy odpowiednich warunkach, praktycznie każdego człowieka można zindoktrynować. Niestety
Odpowiedz
#47
Aha, bo mnie to w sumie zaciekawiło, a'propos modelu Konqa
Cytat:Konq
Jestem Ateistą, moja żona jest Katoliczką, mamy jedno dziecko i drugie jest w drodze. Umowa pod względem wiary jest prosta: dziecko będzie wychowywane w duchu wyznania katolickiego, dopóki samo zadecyduje, że chce to zmienić. Żona ma pełne prawo kształtowania takiej postawy u dziecka, dopóki nie jest to związane z wymuszaniem na nim jakichś zachowań, lub oszukiwaniem go. Takie same prawa mam i ja.
Konq, a czemu nie odwrotnie?
Dlaczego wychowywać dziecko w wierze, a nie bez wiary, a dopiero jak dorośnie niech zdecyduje czy i w co chce wierzyć?
Cytat:Takie same prawa mam i ja.
Nie widzę tu parytetu. WybaczBig Grin
Ale pytam z ciekawości, a nie ze złośliwości i domyślam się odpowiedzi, ale chciałbym ją usłyszeć, jeśli nie masz nic przeciwko
Odpowiedz
#48
(2018-09-04, 10:58 PM)Gerald napisał(a): Konq, a czemu nie odwrotnie?
Dlaczego wychowywać dziecko w wierze, a nie bez wiary, a dopiero jak dorośnie niech zdecyduje czy i w co chce wierzyć?

W gruncie rzeczy chodzi o to, że edukacja katolicka zaczyna się już we wczesnym etapie dzieciństwa. Dziecko miałoby potem problemy z nadrabianiem zaległości za rówieśnikami i problemy natury instytucjonalnej. Wielu katolików już we wczesnym wieku przestaje praktykować wiarę w kościele i pomijają etap bierzmowania, co może być później przeszkodą w zawarciu związku małżeńskiego itp.

Chodzi mi jednak o to, że nie mam nic przeciwko temu, aby dziecko poznawało jakąkolwiek religię, czy kulturę, dopóki robi z własnej i nieprzymuszonej woli. Pisałem już o tym zresztą wcześniej - w szkole powinno się uczyć o wszystkich religiach.

(2018-09-04, 10:58 PM)Gerald napisał(a): Nie widzę tu parytetu. WybaczBig Grin
Ale pytam z ciekawości, a nie ze złośliwości i domyślam się odpowiedzi, ale chciałbym ją usłyszeć, jeśli nie masz nic przeciwko

Chodzi mi o to, że mam prawo do kształtowania postawy moralnej dziecka według swojego uznania, dopóki nie polega ona na przymusie i oszukiwaniu.
Odpowiedz
#49
No dobrze, a co zrobicie jak dziecko w wieku 8 lat powie, że nie chce chodzić do kościoła? Bo jak rozumiem żona prowadzać je tam będzie?
Czy to już będzie przymus?
Odpowiedz
#50
(2018-09-06, 07:43 PM)Gerald napisał(a): No dobrze, a co zrobicie jak dziecko w wieku 8 lat powie, że nie chce chodzić do kościoła? Bo jak rozumiem żona prowadzać je tam będzie?
Czy to już będzie przymus?

No akurat kiepski moment wybrałeś, bo okres Komunii to chyba najbardziej zachęcający okres do odwiedzania kościoła Smile

W każdym razie jestem zwolennikiem świadomego chodzenia do Kościoła. Dziecko musi wiedzieć dlaczego tam chodzi i dlaczego musi tam być co niedziela. To samo dotyczy chodzenia na religię w szkole itp. Osobiście uważam, że tu akurat presja otoczenia i rówieśników jest najbardziej zachęcającym czynnikiem, jeśli więc uzna, że nie chce w tej strukturze uczestniczyć, bo uważa że to mu w życiu nie jest potrzebne to nie mam nic przeciwko temu, żeby zakończył już w wieku 8 lat. Musi się jednak liczyć z konsekwencjami takiego czynu i tyle. Ważne jest więc, czy zrywa z Kościołem świadomie, bo powinien wiedzieć, że od tej decyzji nie ma odwrotu, albo przynajmniej, że będzie miał trudniej wrócić.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości