Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Władza rodzicielska w stosunku do wolności wyznania dzieci. "Ważne życiowe pytanie"
#51
(2018-09-06, 08:33 PM)Konq napisał(a):
(2018-09-06, 07:43 PM)Gerald napisał(a): No dobrze, a co zrobicie jak dziecko w wieku 8 lat powie, że nie chce chodzić do kościoła? Bo jak rozumiem żona prowadzać je tam będzie?
Czy to już będzie przymus?

No akurat kiepski moment wybrałeś, bo okres Komunii to chyba najbardziej zachęcający okres do odwiedzania kościoła Smile

W każdym razie jestem zwolennikiem świadomego chodzenia do Kościoła. Dziecko musi wiedzieć dlaczego tam chodzi i dlaczego musi tam być co niedziela. To samo dotyczy chodzenia na religię w szkole itp. Osobiście uważam, że tu akurat presja otoczenia i rówieśników jest najbardziej zachęcającym czynnikiem, jeśli więc uzna, że nie chce w tej strukturze uczestniczyć, bo uważa że to mu w życiu nie jest potrzebne to nie mam nic przeciwko temu, żeby zakończył już w wieku 8 lat. Musi się jednak liczyć z konsekwencjami takiego czynu i tyle. Ważne jest więc, czy zrywa z Kościołem świadomie, bo powinien wiedzieć, że od tej decyzji nie ma odwrotu, albo przynajmniej, że będzie miał trudniej wrócić.

Hahaaha, plus minus specjalnie taki wybrałem, a czemu, to się przekonasz, jak Ci zaczną tresować dzieckoWink
Tak czy inaczej ja uważam, że dziecko nie jest w stanie, jak to określiłeś.... :
Cytat:Musi się jednak liczyć z konsekwencjami takiego czynu i tyle. Ważne jest więc, czy zrywa z Kościołem świadomie, bo powinien wiedzieć, że od tej decyzji nie ma odwrotu, albo przynajmniej, że będzie miał trudniej wrócić.
....ocenić tych konsekwencji i pozostaje Twoja wola, a nie dziecka.
Odpowiedz
#52
@Gerald

Poruszyłeś ważny temat nie tylko dotyczący samej religii co i wychowania. Osobiście uważam, że ta tresura rozpoczyna się już w pierwszej klasie szkoły i niestety, ale nasz system edukacji leży i kwiczy. Prawda jest taka, że jeśli sam nie nauczysz dziecka rozsądnego i sprawiedliwego myślenia to szkoła wychowa go na hipokrytę i lenia.

Widać zresztą jak działa ten system już na podstawie reportażu z pierwszego posta tego wątku. Mowa tam jest o szkole społecznej, która jest specjalnym typem szkoły, zazwyczaj płatnej, ale stawiającej na indywidualną pracę z dzieckiem. Szkoła taka zostaje nazwana przez dziennikarzy "lewacką", właśnie z tego powodu, że uczy indywidualizmu w myśleniu, dzięki temu poziom nauczania w takich szkołach jest o wiele wyższy niż w szkołach publicznych.

Niestety ale w naszym kraju presja społeczna zaczyna się już na początkowym etapie nauki. Jeśli nie odnajdziesz własnego indywidualizmu, to reszta zrówna cię do własnego poziomu. I jeśli nie nauczysz dziecka w czym tkwi jego siła to stanie się z nim to samo.
Odpowiedz
#53
(2018-09-07, 11:16 AM)Konq napisał(a): Niestety ale w naszym kraju presja społeczna zaczyna się już na początkowym etapie nauki. Jeśli nie odnajdziesz własnego indywidualizmu, to reszta zrówna cię do własnego poziomu. I jeśli nie nauczysz dziecka w czym tkwi jego siła to stanie się z nim to samo.

Dokładnie presja zaczyna się już w przedszkolu i tresura zaczyna się już w przedszkolu. Kto był na pierwszym przedstawieniu swojego dziecka w przedszkolu pewnie to widział, te poszarpujące dzieci przedszkolanki, poszarpujące po to, aby dziecko znalazło się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ech, gdyby miały smycz... ich życie stałoby się dużo łatwiejsze... A najlepiej jakby miały sznureczki. Ciągnie za sznurek rączka do góry. Ciągnie za sznurek, nóżka w lewoWink
Ale jeśli nam się to nie podoba to czemu jej ulegamy, jako rodzice? Ulegamy tej presji? Bo za mąż nie wyjdzie po katolicku w kościele? Serio? To jest argument?
Jesteś Ateistą. Czy nie uważasz, że dużo lepszą opcją dla dziecka byłoby wychowywanie go w niewierze, a nie w wierze, w wierze, w którą nie wierzysz?
Czy to nie byłoby dużo bardziej uczciwe?
Odpowiedz
#54
(2018-09-08, 05:59 PM)Gerald napisał(a): Ale jeśli nam się to nie podoba to czemu jej ulegamy, jako rodzice? Ulegamy tej presji? Bo za mąż nie wyjdzie po katolicku w kościele? Serio? To jest argument?
Jesteś Ateistą. Czy nie uważasz, że dużo lepszą opcją dla dziecka byłoby wychowywanie go w niewierze, a nie w wierze, w wierze, w którą nie wierzysz?
Czy to nie byłoby dużo bardziej uczciwe?

Nie, wspominałem już o tym wcześniej. Znacznie lepiej jest dać dziecku możliwość poznania wszystkich rodzajów wiary niż twierdzić, że wiara nie istnieje. Dziecka nie powinno się wychowywać pod kloszem niewiedzy. Tak właśnie robią zazwyczaj ludzie wierzący, którzy ograniczają edukację religijną dziecka do jednego wyznania, wręcz okłamując w sprawach innych wyznań. Podejrzewam, że tak samo było w przypadku tej Ukraińskiej dziewczynki, która karmiona była pewnie bajkami o "śmiercionośnym Islamie", a gdy poznała szczęśliwych Muzułmanów zauważyła jak była okłamywana przez rodziców. Oczywiście to moje domysły, ale widziałem już wiele rodzin, które rozpadały się właśnie z tego powodu, żeby zauważyć, że i tu jest wiele niedomówień.
Odpowiedz
#55
Wychowywanie w niewierze to nie jest "klosz niewiedzy". Wychowywanie w niewierze to klosz Twojej niewiary czyli milion możliwości, a nie ograniczanie dziecka tylko do jednej możliwości. Katolickiej.
To nie fair.
Jako Ateista możesz dziecku dać milion możliwości. Jako Ateista katolik dajesz dziecku jedną możliwość. Indoktrynujesz je chcąc czy nie chcąc. I nie mów, że jest inaczej, bo nie jest

P.S. Jak sam wspomniałeś , Twoja żona jest katoliczka i tak będziecie wychowywać dziecko. W wierze katolickiej póki nie dorośnie.
I ja się Ciebie pytam czemu się na to godzisz?
Odpowiedz
#56
Rozwinę, abyśmy się dobrze zrozumieli.
Ja to widzę tak, że jako Ateista dajesz dziecku nieograniczone niczym możliwości ponieważ możesz mu pokazywać świat takim jaki on jest, a nie takim jakim musi go widzieć przez pryzmat wiary katolickiej. Możesz pokazywać różne wyznania i o nich opowiadać i możesz śmiało opowiadać o tym, że sam wyznania nie posiadasz bo też można i jak najbardziej istnieje taka opcja.
Wychowując dziecko w wierze katolickiej z miejsca już nie tłumaczysz dziecku świata takim, jaki on jest, tylko musisz tłumaczyć dziecku czemu ono musi wierzyć inaczej niż inni. Niż "inni" inni, a nie" inni" katolicy. I jak spotka na swojej drodze jakiegoś np Świadka Jehowy, od razu uzna go za innego czyli niewiadomego, czyli złego, tak w skrócie.
Także to, że zgodziłeś się wychowywać dziecko w wierze katolickiej, zupełnie nie wiem czemu, niesie to z sobą wiele implikacji.
Ale wszystko jeszcze przed TobąWink
P.S. Wybacz mój poprzedni post o oszustach, który skasowałem, ale mam chyba PMS i nie bardzo wszystko chwytam, a raczej chwytam i rozszarpuję. Jak to przy PMS
Odpowiedz
#57
Zapominamy w tym punkcie o jednej rzeczy - matka jest Katoliczka. Pomijam tu oczywisty fakt, że ma ona prawo wychowywać dziecko w kulturze z jakiej sama pochodzi, tak samo jak matka Ukrainka ma prawo uczyć dziecko języka ukraińskiego obok polskiego. O ile potrafi to robić dobrze i zgodnie z tym czym jest.

W każdym razie w przypadku rodzin patchworkowych w pewnym momencie dochodzimy do takiego etapu, gdy dziecko samo się zastanawia, dlaczego matka chodzi do Kościoła, a on nie itp. I tu nie mogę odpowiedź, że jest tak bo ja uważam, że dla niego będzie tak najlepiej, bo to już wpływanie zarówno na wolną wolę dziecka, jak i wolność sumienia. W takim przypadku to ja będę ten zły, cokolwiek bym nie robił.

To samo dotyczy monopolu na wiedzę tych księży, którzy uważają, że ŚJ i inni to zło, a tych którzy uważają że można by z tym dyskutować. Dziecko musi potrafić logicznie ocenić źródło wiedzy i osoby, które twierdzą, że tak jest, bo ja tak uważam, są zazwyczaj tymi, którzy mają najmniej do przekazania, jeśli chodzi o wiedzę.

Z ciekawostek: Ostatnio byłem na urlopie w odwiedzinach u rodziny w górach. Jak wiesz zaczął się rok szkolny, więc młodzi przynieśli do domu swoje pierwsze prace domowe. Najmłodszemu (IV klasa) pani kazała dowiedzieć się kto... odkrył Indie! Serio tak to miał zapisane w zeszycie. Co ciekawe starszy z braci, który szybko wyszukał w internecie, że chodzi o Vasco da Gamę, także uważał, że chodzi tu odkrycie Indii, a nie "odkrycie drogi do Indii", bo przecież skoro ktoś odkrył drogę do Indii to i odkrył Indie. W całym zadaniu zabrakło więc zwrotu "alternatywna droga do Indii", co zresztą było pokazane na ilustracji w Wikipedii, z której obaj młodzieńcy korzystali. I tak zajęło mi ponad godzinę naprawianie w ich głowach błędu, który wynikał ze zbyt daleko posuniętego uproszczenia. Bo przecież pani nauczycielka nie będzie tłumaczyć uczniom w tak młodym wieku co to znaczy "alternatywny" Sad Już przygotowuję cię, gdy mnie odwiedzą z nowo nabytą wiedzą w stylu "a człowiek to pochodzi od małpy!".

Wracając jednak do tematu, przypomniała mi się rozmowa na stołówce z kolegą, który mocno zbulwersował się gdy powiedziałem, że nie będę dziecka wychowywał w wierze w Świętego Mikołaja. W przerwie słowotoku jaki na mnie po tym padł, udało mi się zapytać kolegę, gdzie w jego Biblii jest miejsce na Elfy i gadające renifery. Kolega nawet nie był świadomy, że ten Święty Mikołaj, w którego wierzy to po prostu wymysł Coca Coli.

Faktem jest jednak co innego. Nie chodzi o to, aby dziecku bronić np. występować w jakichś przedstawieniach przedszkolnych ze Świętym Mikołajem itp. Chodzi o to, aby wytłumaczyć mu skąd się ten zwyczaj wywodzi i jakie ma znaczenia w kwestii dzielenia się z innymi. I także te komercyjne naleciałości także trzeba mu wcześnie wytłumaczyć, bo chcąc nie chcąc spotka się z tą tradycją na każdym rogu ulicy i w tym momencie tłumaczenie mu, że to głupota, a Św, Mikołaj to wymysł, stawia cię z góry na przegranej pozycji, tak jak w przypadku tego kumpla, którego opisałem wyżej. Sam w każdym razie znam coraz więcej ludzi, którzy wolą dzieciom tłumaczyć, że w Wigilię najważniejsze jest dzielenie się z innymi niż otrzymywanie prezentów.
Odpowiedz
#58
Cytat:Bo przecież pani nauczycielka nie będzie tłumaczyć uczniom w tak młodym wieku co to znaczy "alternatywny" Sad Już przygotowuję cię, gdy mnie odwiedzą z nowo nabytą wiedzą w stylu "a człowiek to pochodzi od małpy!".

Tu problem jest moim zdaniem z tym, jak kiepsko się w Polsce wynagradza nauczycieli i jak bardzo stresująca jest to praca. Idealiści czasem dają sobie spokój już po kilku latach w tym zawodzie.

Jeśli ma mieć to jakikolwiek sens, to publiczna szkoła potrzebuje potężnej reformy. Niestety kolejne rządy nie mają na to pomysłu i nie wydają się nawet rozumieć w czym jest problem.
Odpowiedz
#59
(2018-09-10, 08:24 PM)mateusz napisał(a): Tu problem jest moim zdaniem z tym, jak kiepsko się w Polsce wynagradza nauczycieli i jak bardzo stresująca jest to praca. Idealiści czasem dają sobie spokój już po kilku latach w tym zawodzie.

Jeśli ma mieć to jakikolwiek sens, to publiczna szkoła potrzebuje potężnej reformy. Niestety kolejne rządy nie mają na to pomysłu i nie wydają się nawet rozumieć w czym jest problem.

Pomysły są i to wiele, tylko tu znowu - pomysły też kosztują, a przynajmniej kosztuje ich wdrażanie i tu koło się zamyka, bo jak wspomniałeś najpierw trzeba wynagrodzić nauczycieli. Nawiasem mówiąc większość nowoczesnych modeli nauczania, które są wprowadzane na zachodzie, eliminuje religię ze szkół i to też jest przeszkoda w naszym pięknym kraju.
Odpowiedz
#60
(2018-09-09, 04:47 PM)Konq napisał(a): Zapominamy w tym punkcie o jednej rzeczy - matka jest Katoliczka.
Nie zapominamy. Matka jest katoliczką, ale ojciec jest Ateistą i o tym zdajemy się zapominać.....

Cytat:Konq
Pomijam tu oczywisty fakt, że ma ona prawo wychowywać dziecko w kulturze z jakiej sama pochodzi
.... a ojciec ma prawo wychowywać w duchu, w jakim uważa za słuszne.

Cytat:tak samo jak matka Ukrainka ma prawo uczyć dziecko języka ukraińskiego obok polskiego. O ile potrafi to robić dobrze i zgodnie z tym czym jest.
To nieadekwatne porównanie. Byłoby adekwatne, gdyby matka uczyła np. katolicyzmu, a ojciec np Islamu i inicjował wszelkie rytuały z tym związane. Wtedy byłby parytet.
Chodzi mi o to, że godząc się na wychowanie katolickie dziecka naznacza się je m.inn. rytuałami, a to chrztu, a to komunii, a to bierzmowania.

Cytat:Faktem jest jednak co innego. Nie chodzi o to, aby dziecku bronić np. występować w jakichś przedstawieniach przedszkolnych ze Świętym Mikołajem itp. Chodzi o to, aby wytłumaczyć mu skąd się ten zwyczaj wywodzi i jakie ma znaczenia w kwestii dzielenia się z innymi.
Dla Ciebie Mikołaj i Jezus to wiara praktycznie na tym samym poziomie.
Już widzę ten dialog:
"dziecko-Tato, a czemu mama każe mi wierzyć w takie banialuki?
tata- każdy wierzy w to co w chce synu/córko
dziecko- no, nie każdy wierzy w to co chce, bo mama mi każe wierzyć w Jezuska i nawet przyjąłem go do serduszka na komunii
tata- eee tam, to tylko taki zwyczaj, nie bierz se do głowy. Jezus nie istniał, nie ma na to dowodów. A może istniał, ale nie zmartwychwstał, bo na to na pewno nie ma dowodów. W sumie to mama ci każe wierzyć bo to taka tradycja, a wywodzi się.....
dziecko- serio?
tata- serio serio
mama- nie słuchaj ojca, nie zna się, nie wierzy w nic i pójdzie do piekła
tata- sama się nie znasz i wierzysz w coś co nie istnieje
dziecko- o żesz.... ale łocochodzi?
Smile
Tak se to widzę i obym nie był wróżką, tak, na szczęście nie jestemWink

I ciągle nie rozumiem dlaczego z jednej strony psioczymy na wychowanie i presję, mamy tego świadomość, a mimo wszystko temu ulegamy.
Taka poprawność polityczna?
No nic, nie wszystko muszę zrozumieć... Dzięki za dyskusję
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości