Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rozwód
#31
(2017-08-08, 06:41 AM)Gerald napisał(a): Wiem, że temat niewyczerpany.
To taką mała prowokacjaWink

(2017-08-06, 12:31 PM)joann071 napisał(a): Mogłabym to wytłumaczyć w oddzielnym poście na przykładzie wstrętu do rozwodnika nie wierzącego, a równocześnie usprawiedliwieniu tego samego grzechu w Zborach i KK. Ale nie wiem, czy warto o tym pisać oddzielnie? Pozdrawiam.

Można oddzielnie, a można i tutaj. W końcu hipokryzja to też jedna z przyczyn pączkowanie kościołów.

Rozwody to jeden z kontrowersyjnych tematów i uważam, że na ten temat inaczej powinni wypowiadać się inaczej ludzie, których to spotkało, a inaczej reszta. Mnie to zawsze zasmuca, że wyrasta już prawie całe pokolenie w którym patchworkowe rodziny to norma. Rozwodnicy byli zawsze ale nigdy nie był to powód do dumy. Wiem, to z realnego życia. Sama byłam dzieckiem z niepełnej rodziny. Są tacy katolicy, którzy po świecku się rozwiedli i mówią: " Wiemy, że to grzech, ale jesteśmy tylko ludźmi i nie potrafimy ratować naszego związku". " Nie umiemy żyć w samotności do końca życia, bo coś za pierwszym razem nie wyszło". Moim zdaniem to jest przynajmniej uczciwe i myślę, że dla P. Boga też się jakoś liczy. A chrześcijanie w różnych denominacjach zbyt łatwo wchodzą w nowe związki pod pretekstem, że właśnie się nawrócili, a ich małżonek jest w innej denominacji. Nieważne nawet jeśli tak naprawdę oboje są np. protestantami. Oczywiście są indywidualne dramatyczne sytuacje, których inaczej rozwiązać się nie da. Ale zawsze powinniśmy widzieć grzech, nawet jak nie mamy prawa osądzać ludzi. Jak ktoś już się rozwiódł i nie da się tego cofnąć, to też nie ma sensu, by bez końca, ciosać kołki na głowie takiej osobie. Ale Ona powinna być uświadomiona, przez braci w wierze, że odpowie za to przed Bogiem. Często w tych pierwszych małżeństwach były dzieci i kilkanaście już lat pożycia... Ludzie po prostu przestali się kochać, a na siłę szuka się innych przyczyn, by papiery kościoła się zgadzały, a sumienie uciszyło.  To jest obłudne i ohydne, bo często przy tym, taki rozwodnik (czasem nieświadomie) uważa się za lepszego od tych "ze świata, którzy są szczerzy, tak jak napisałam na początku.  Jak mi się jeszcze coś przypomni to dopiszę... Pozdrawiam.
Odpowiedz
#32
Dobrze by było, żeby gdzieś koło nicka każdy sobie wpisać z iloma był kobietami (tudzież mężczyznami), ile przeszedł rozstań i ile lat łącznie z innym pomieszkał.

Byłoby łatwiej widać kto nie wie o czym mówi.

Zresztą i tak widać, tylko teraz trzeba więcej poczytać.
Odpowiedz
#33
Jedna żona od 1990 roku.
Da się?
Da sięSmileChoć zdaję sobie sprawę, że w tych czasach to co najmniej dziwne..

Jednak każdy ma wybór.....
Odpowiedz
#34
(2017-08-18, 06:28 AM)Gerald napisał(a): Jedna żona od 1990 roku.
Da się?
Da sięSmileChoć zdaję sobie sprawę, że w tych czasach to co najmniej dziwne..

Jednak każdy ma wybór..... 
GratulujęSmile

Czytam sobie co tu wszyscy piszą i myślę tak. Pan Bóg sobie, życie sobie, słabi jesteśmy. I myślę, że zamiast dyskutować lepiej dać świadectwo. Niech odezwą się wieloletni małżonkowie tacy z przeciętnymi radościami i smutkami i tacy, którzy przetrwali naprawdę poważny kryzys czy nawet zdradę?
Zawsze gadanie na jakikolwiek temat tylko teoretycznie nie z własnego życia lub przynajmniej otoczenia jest obłudne. Niezależnie od praw ludzkich i Boskich.
Ktoś kiedyś zauważył, że Jezus wspominając o prawie Mojżesza, wspomina o zatwardziałości serca ludzkiego czyli chodziło o to że Prawem da się wszystko uregulować a tu były uregulowane prawa społeczne.
Ale sztywne trzymanie się litery tu nie wystarczy. Trzeba kierować się też Miłością czyli np. zamiast karać, porzucać lub dawać list rozwodowy można wybaczyć. Ale życie jest i tak bardziej skomplikowane. ... Bo np. w tym Nowym Związku są dzieci. I co wtedy rzucić monetą które ważniejsze te od żony, czy te od kochanki? A jeśli żona nie ma dzieci - to dlaczego ma cierpieć? Wtedy nawet presja społeczna jest często taka, aby żona podarowała męża kochance. A bywają i inne komplikacje między ludźmi...
Nie podważam prawa małżeńskiego, tego od Boga, ale uważam, iż pewne rzeczy nawet jeśli nas wierzących obowiązują, to w jakiejś części są przed nami ukryte i czasem trzeba przyjąć to w ciemno. Ktoś będzie się oburzał na rozwodników, bo sam jest ileś lat w małżeństwie i czuje się pewnie, a tu przychodzi małżonek/a, że chce rozwodu i to już nie jest gadanie na forum. To realna sytuacja z którą w wierze trzeba się zmierzyć...
Odpowiedz
#35
A, dziękuję bo jest czegoWink
Moim zdaniem małżeństwo to jeden z najtrudniejszych sprawdzianów w życiu i osobiście nie znam małżeństw, które przeszłyby przez życie bez kryzysów, większych czy mniejszych, bólu czy łez ponieważ zawsze gdzie stykają się dwa zazwyczaj różne charaktery nie obędzie się bez tarć.
Ważne, aby w sytuacjach kryzysowych szukać kompromisów, nawet jeśli z naszej perspektywy, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, winna jest zawsze druga strona.
No bo przecież nie jaTongue
Odpowiedz
#36
(2017-08-18, 06:28 AM)Gerald napisał(a): Jedna żona od 1990 roku.
Da się?
Da sięSmileChoć zdaję sobie sprawę, że w tych czasach to co najmniej dziwne..

Jednak każdy ma wybór.....

Mogłaby się ta żona na przykład odezwać do nas?

Bom ciekawy.

Napisałeś 1166 postów dotąd, a nic o niej dotąd nie wspomniałeś. Na twoim profilu Facebooka też nie ma tej żony. Co, żona w głębokim ukryciu?

Bo zwykle ludzie, którzy są w małżeństwie od 18 roku życia nie mają czasu na pisanie na forum tyle ani nie bywają tak agresywni w stosunkach z innymi jak ci co są single. A ty mówisz, że żona i to 27 lat, więc ja jestem ciekawy.

Skoro Geralda tak chętny do analizowania małżeństw (i rozwodów innych), ja bym też dla odmiany poanalizował Geralta. Od ludzi z tak długim stażem jest się czego uczyć.
Odpowiedz
#37
Żona zdecydowanie mądrzejsza ode mnie i nie traci czasu na fora, traci czas na co innegoWink
Coś mi się zdaje, że o żonie wspomniałem np.: tu
http://www.nieprofesjonalisci.com/showth...hp?tid=168

Mógłbyś wskazać w którym miejscu "chętnie analizuję małżeństwa i rozwody innych"?
Wątek jest zdaje się o małżeństwach i rozwodach w ogóle, a nie o jakiś szczegółowych, plotkarskich przypadkach.
Nie było moją intencją nikogo dotykać, ale jeśli czujesz się urażony to przyjmij szczere przeprosiny.

Aby poznać moją żonę i dzieciaki zapraszam do Kielców. Faktycznie przez lata trochę doświadczenia się uzbierało i jest się czym dzielić i nie ukrywam, że nie zawsze było i pewnie jeszcze nie raz nie będzie kolorowo i cukierkowo,
Ot, jak to w małżeństwie.
A jak chcesz poanalizować Geralda to Gerald mówi: czemu nie?
Odpowiedz
#38
(2016-03-21, 08:25 PM)Gerald napisał(a): Aha
Tak w ogóle to ja uważam, że mąż chrześcijanin zdradę żonie powinien wybaczyć, po prostu, podobnie żona, bo wina, ani prawda nigdy nie leży pośrodku, tylko zawsze jest winą męża, ponieważ mąż odpowiada za swoją żonę, bo to mąż jest głową rodziny
I całą odpowiedzialność za związek bierze na siebie.
A jak mąż odpowiedzialnie prowadzi rodzinę to jaka jest szansa na zdradę?
Moim zdaniem bliska zeru,heh bo zawsze może się znaleźć jakiś casanova, który zamiesza, albo pięknotka, która będzie się podobała bardziej niż własna żona
Zdarza się
A dlatego mąż powinien wybaczyć, bo sam jest winny tej zdrady, bo coś źle robił, jeśli do zdrady doszło, moim zdaniem
Miłość, podobnie jak Ducha można zgasić, zabić, a nawet przemienić w nienawiść.
Znam takie przypadki

A niechrześcijanin to ja nie wiem czy wybaczać powinien czy nieWink
Wybaczyć zdradę?
Wybaczenie takiego czynu skutkuje tym że żona bądź mąż zrobi to jeszcze raz. Dlaczego? dlatego że wybaczenie sugeruje braku wyciągnięcia konsekwencji z czynu. A skoro nie ma konsekwencji za pierwszą zdradą, to dlaczego mają być za drugą?

Odpowiedzialność za związek biorą dwie dorosłe osoby, które w ten związek wstąpiły zgodnie ze swoim wyborem, świadomością i wolnością. Praktykujesz bardzo szkodliwe podejście do związku.

Dalej to już konsekwencja Twojego dziwnego podejścia do zdrady. Wymagasz pełnej odpowiedzialności za zdradę i prowadzenie związku od mężczyzny, jednocześnie nie zauważyłeś że w takiej sytuacji traktujesz kobiety jako osoby niedorozwinięte, które nie potrafią sobie radzić same, albo brać za swoje czyny odpowiedzialności.

Bez komentarza pozostawię to że dzisiaj są inne czasy i inne podejście do związku, niż w Azji 2000 lat temu.
Dziś powiesz kobiecie aby podlegała mężowi, zaznaczam powiesz to publicznie, to zostaniesz zlinczowany.... przez same kobiety i nie tylko.

Wybacz że dosyć agresywnie, ale miałem przez lata podobne podejście. Byłem kopany w dupe przez kobiety mając takie podejście, więc kiedy czytam, że ktoś kultywuje to samo, to dostaje białej gorączki.

Mam wrażenie że nie uwzględniasz kompletnie czynników które pojawiły się na przestrzeni wieków i znacząco zaburzyły relacje między ludzkie. Ale powielasz bardzo biało-rycerskie podejście do kobiet i związków. I nie wypowiadam się jako nowicjusz z mlekiem pod nosem, ale już jako doświadczony mężczyzna.

Pozdrawiam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości